Ładowanie

Marka miejsca nie powstaje na pniu

Wybory, wybory i po wyborach. Co stanie się z markami miast i regionów, które odziedziczyli po poprzednikach nowi samorządowcy? Czy następcy powinni kontynuować obrane przez nich kierunki i ich wizje, czy kreować nowe? Wywiad z Piotrem Lutkiem, prezesem Synergia Sp. z o.o.

 

Z Piotrem Lutkiem, prezesem firmy Synergia Sp. z o.o. oraz ekspertem z zakresu budowania i zarządzania markami terytorialnymi, rozmawiał Robert Stępowski z MarketingMiejsca.com.
RS: W wyniku niedawnych wyborów samorządowych w części miast i regionów doszło do zmiany władzy. Jakie widzi pan szanse, a jakie zagrożenia dla marek tych miejscowości, gdzie następuje właśnie zmiana na stanowisku lokalnego lidera?
PL: To jest oczywiście ważny moment i jak mówi przysłowie: „Na dwoje babka wróżyła”. Ciągle jeszcze wiele miejsc nie traktuje procesu budowania marki jako istotnego narzędzia przewagi konkurencyjnej, ograniczając się jedynie do taktycznej promocji. Kilka zupełnie nie dotknęło tej sfery – im zmiana władzy może wyjść jedynie na dobre. Wśród takich samorządów są zarówno średnie, jak i całkiem duże miasta. Są też duże regiony. Mnie bardziej martwi to, co się stanie z perspektywicznymi konceptami. Przykładem choćby Podlasie – bardzo dobry branding i potężne zasoby turystyczne. Byłoby bardzo źle, gdyby ktoś wpadł na pomysł, że wie lepiej i należy wszystko wywrócić do góry nogami. Poprzednim razem taki los spotkał Poznań i jak widać, nie udało się stworzyć niczego lepszego. Mapa marek terytorialnych w Polsce to ciągle kiełkujący obszar i konsekwencję w działaniu należy rozpatrywać w charakterze cnoty.
RS: Czy należy rozumieć, że mimo ponad dekady względnie świadomego marketingu terytorialnego w Polsce wciąż zmianie samorządowej władzy częściej towarzyszą negatywne działania w zakresie budowania i komunikowania marek terytorialnych, a nowi włodarze zamieniają w ruinę wszystko, co dotychczas zostało zbudowane?
PL: Niestety, przeważa destrukcja. Wynika to z faktu, o którym już wspomniałem. Nowy włodarz nie rozbierze mostu czy hali sportowej, bo wywołałby skandal na cały kraj. Ale markę, która często jest traktowana jak fanaberia bądź „reklama”, dużo łatwiej popsuć. A wiadomo,

[ . . . ]

Aby przeczytać artykuł w wersji elektronicznej, musisz posiadać opłaconą prenumeratę w wersji PREMIUM.

   

PRZEJDŹ DO PEŁNEJ WERSJI ARTYKUŁU

 Strona 68  Strona 69

ZOBACZ ARTYKUŁY O TEJ SAMEJ TEMATYCE